poniedziałek, 13 stycznia 2014

TED krok po kroku

I:\pappert\blendedlearning\tedstepbystep\TEDstepbystep.htm
Był już TED troszeczkę inny, to może teraz dla odmiany TED "krok po kroku". Mam tu na myśli playlistę New to TED?, mającą za cel przybliżyć ten serwis osobom, które są tu pierwszy raz. Zawiera ona 11 różnych tematycznie wystąpień.  Na pierwszym miejscu jest Ken Robinson opowiadający o tym jak szkoła zabija kreatywność. Gościł on już na naszym blogu.  Listę zamyka David Christian,  twórca projektu Big History. W sam raz do obejrzenia w nadchodzącym tygodniu. Zatrzymam się jeszcze na chwilę przy playlistach - są one stosunkowo nowym zjawiskiem. Na dzień dzisiejszy jest ich 114, z pełnym katalogiem można zapoznać się tutaj, warto też zwrócić uwagę na te cieszące się największą popularnością. Część z playlist jest opracowana przez personel TED, część zaś przez zaproszonych specjalistów, takich jak chociażby Shawn Achor, popularny w Stanach adwokat pozytywnej psychologii.  Jeżeli jesteśmy zalogowani serwis również pamięta miejsce w którym przerwaliśmy oglądanie danej listy. I to chyba na szybko tyle - ciąg dalszy TED'u za tydzień.

4 komentarze:

Sebastian Oświęcimiak pisze...

Widziałem prze chwilą piękny wykład Ken Robinsona: How schools kill creativity... o kretywności, inteligencji i perspektywach edukacji w naszym techniczno-naukowym świecie. Very very dobre. Ale to teoria, która z oporami dociera do naszych szkół. A pisze to po rannym niemiłym spotkaniu z nauczycielką, dla której "baza programowa" i spokój na lekcji są ważniejsze od indywidualnego ucznia. Bo ma siedzieć, słuchać, nie przeszkadzać, mówić na rozkaz i z pewnością... nie myśleć. Słowa kreatywność nie użyłem, ale: empatia, rozwój własny, elastyczność - a nie takich: oceny, wyniki, punkty, szybkość, bezproblemowość. Szkoło szkoło nie jest wesoło.

Jacek Kupras pisze...

Bardzo nie jest. Najgorsze jest to, że dzieci są stworzeniami plastycznymi i bardzo wrażliwymi na opinię autorytetów, które niestety bardzo często potrafią im wybić z głowy rozwijanie własnych talentów czy pasji bo nie pasują do jedynej słusznej podstawy programowej. Ja to przerabiałem na własnej skórze. Syn jest w tej chwili w techników graficznym i bardzo sobie je chwali. Nim to jednak nastąpiło, przerobił podstawówkę gdzie nikogo jego rysunki nie obchodziły oraz gimnazjum gdzie jego grafiki przerażały szanowną panią plastyk bo ... satanistyczne jej zdaniem były. A ja nie raz i nie dwa zastanawiałem się, czy śmiać się czy płakać czy oczy ze zdumienia przecierać. Eh ... szkoda gadać, dobrze że mam to za sobą. Patrząc z perspektywy, zupełnie nie dziwię się ludziom, którzy decydują się na kształcenie dzieci w domu i sam czasem żałuję, że nie miałem do tego dostatecznej determinacji i odwagi.

Sebastian Oświęcimiak pisze...

... czyli nie trzeba się zżymać, zrażać, ale swojego się trzymać :) Grafika - piękna rzecz, bo wiedzie do wszystkich wymiarów ludzkiej egzystencji...

Jacek Kupras pisze...

Ano ... ja wolę jednak aby potomka do "kasy" przywiodła;)