Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2011

Kalendarz juliański.

Nie sposób z końcem roku myśleć o upływającym czasie. Wspominamy kończący się rok, jaki był i co nam przyniósł. Jaki będzie kolejny? Nie myślimy o tym dlaczego "nasz" kalendarz składa się z 12-stu miesięcy i kto taką formę rachuby czasu wymyślił. A wszystko zaczęło się ... bardzo dawno temu, bo w czasach Imperium Rzymskiego. Reformatorem ówczesnego kalendarza był Gajusz Juliusz Cezar , który dzięki pomocy astronoma i matematyka - Sosigenesa, utworzył kalendarz, który w tak ścisły sposób zadecydował o układzie kalendarza, jakiego używamy po dnień dzisiejszy. Na podstawie obliczeń uczony ustalił, iż rok powinien liczyć 365 oraz 1/4 dnia. Ten mały ułamek - cząstkę, która pozostawała w każdym roku, postanowił przenieść dodając go do miesiąca lutego, jako dodatkowy dzień. Miało to mieć miejsce raz na cztery lata, a rok w którym luty był dłuższy nazywano przestępnym. Ten aleksandryjski uczony ustalił liczbę dni przypadających na poszczególne miesiące w roku. Nieparzyste miały 31 dni, natomiast parzyste po 30. Wyjątkiem był luty, który liczył 29 dni, a w roku przestępnym 30. Ciekawostką jest, iż dodatkowego dnia nie dodawano na końcu miesiąca, ale podwajano dzień 24 lutego. Ten nowo powstały kalendarz juliański zaczął obowiązywać w Cesarstwie Rzymskim wraz z dniem 1 stycznia 45 r. p.n.e. (Rzym, Tajemnice Starożytnych Cywilizacji, tom 25, str. 40)
*******************************************************************************************************************************
Mozaika poniżej przedstawia personifikację pór roku, odkrytą w Willi Omira w Zliten(Zalitan) w Libii:
Zamieszczone poniżej w kolejności miesiące, dotyczyły roku urzędowego, ponieważ rok religijny nadal zaczynał się w marcu:
Ianuarius - poświęcony Janusowi - Styczeń
Februarius - przeznaczony na odbywane przed początkiem nowego roku sakralnego februa, czyli obrzędy oczyszczające - Luty
Martius - poświęcony Marsowi - Marzec
Aprilis - poświęcony Wenus - Kwiecień
Maius - poświęcony wszystkim bogom - Maj
Iunius - poświęcony prawdopodobnie Lucjuszowi Juniusowi Brutusowi, albo Junonie - Czerwiec
Iulius - na cześć Juliusza Cezara, który urodził się w tym miesiącu - Lipiec
Augustus - na cześć cesarza Augusta - Sierpień
September = 'siódmy' - Wrzesień
October = 'ósmy' - Październik
November = 'dziewiąty' - Listopad
December = 'dziesiąty' - Grudzień
Pora z archeologii i historii przejść a jakże do astronomii, bowiem nazwy dni tygodnia były z niej zaczerpnięte:
dies Lunae - (dzień księżyca) - poniedziałek
dies Martis - (dzień Marsa) - wtorek
dies Mercurii - (dzień Merkurego) - środa
dies Iovis - (dzień Jowisza) - czwartek
dies Veneris - (dzień Wenus) - piątek
dies Saturni - (dzień Saturna) - sobota
dies Solis - (dzień Słońca) - niedziela

czwartek, 15 września 2011

Nauka (nie) jest nudna.

Czy nauka może być ciekawa? A dlaczego by nie. Przykład choćby z posta:"Zaginione lekcje" na EuHou. Wrzesień to czas różnych spotkań z nauką. Jedno z nich będzie mieć miejsce w Warszawie podczas XV Festiwalu Nauki. Festiwal rozpocznie się w najbliższy piątek tj. 16 września i potrwa do 25 bm. Na całokształt festiwalu będą się składać debaty, Kluby Młodzieżowe, wykłady, pokazy i warsztaty. Nie zabraknie także atrakcji dla milusińskich, bowiem dla nich przygotowano Festiwal Nauki Małego Człowieka - który będzie miał miejsce w następny weekend (24-25 września). Wiecej informacji można znaleźć bezpośrednio na stronie: www.festiwalnauki.edu.pl.
A tak bliżej nam geograficznie 23 września odbędzie się Śląska Noc Naukowców. W takich miastach jak Bielsko Biała, Rybnik, Gliwice, Katowice i Sosnowiec czeka wiele atrakcji. Tematyka zajęć jest bardzo obszerna i każdy będzie mógł wybrać jakąś dziedzinę dla siebie: architektura, biologia, chemia, ekologia, fizyka, fotografia, historia, informatyka, języki obce, kryminalistyka, kultura, laboratoria, literatura i sztuka, matematyka, medycyna, nauki przyrodnicze, podróż, polityka, przepisy ruchu drogowego, public relations, robotyka, sztuka, technika, zarządzanie i życie codzienne. Oh, sporo tego. Najlepiej zerknąć na program i po zarejestrowaniu się zabukować sobie terminy i tematykę zajęć. Warsztaty, wykłady i pokazy podobnie jak na Śląsku organizuje także Małopolska. Będzie to już piąta edycja tego przedsięwzięcia. Tej nocy Kraków, Tarnów, Nowy Sącz i Niepołomice zapraszają do uzcestnictwa w Nocy Naukowców. Program spotkań z nauką można znaleźć na stronie: www.nocnaukowcow.malopolska.pl
Pozostaje mi tylko zachęcić do udziału w jednej z opisanych tu akcji na rzecz edukacji. Nie bedzie to czas stracony.

poniedziałek, 12 września 2011

Valedictorian speech

Valedictorian speech jest przemówieniem, jakie wygłasza absolwent amerykańskiej szkoły średniej. Jeżeli dobrze zrozumiałem tekst z Wikipedii przywilej ten nie dotyczy każdego, lecz tych którzy wyróżnili się w szkole szczególnymi osiągnięciami. Poniżej zamieszczam mowę, którą Erica Goldson wygłosiła w trakcie uroczystości mającej miejsce w szkole średniej znajdującej się w dystrykcie Coxsackie-Athens:  

"Nie mam pojęcia co chcę robić w życiu; nie mam żadnych zainteresowań ponieważ traktowałam naukę jako pracę. Moje doskonałe wyniki są rezultatem traktowania dobrych ocen jako celu, nie jako rezultat edukacji. I, szczerze mówiąc, teraz się boję." Polskie tłumaczenie oryginalnego tekstu znajduje się tutaj. Od tego czasu minął rok. Panna Goldsom zdążyła stać się gwiazdą "unschoolingowych" wystąpień. Jedno z nich zamieszczam poniżej:

Link do innego jest tu. Prowadzi również bloga, gdzie wśród życiowych aktualnych celów wymienia: practice dance, live abroad, create an online income, learn survival skills, speak another tongue. Wygląda też  że znalazła sobie nową "szkołę", oraz mentorkę która wygląda dość ciekawie:
No i rzecz jasna oprócz wyglądu doświadczenie ma: "Here, I admire the person that I work for, a woman who, at age 79, is still owning an operating a business, is without debt, and has outlived three men. I see that I can learn a lot from her - both her successes and failures." No tak - outlived three men to sukces niewątpliwy. Oprócz mentorki jest również odpowiednie towarzystwo: " I also enjoy the company of all the people that I work with. Most are fairly laid-back, but even those that get huffy make for a good show. Each person has something unique to offer, and it is my pleasure to be able to see and interact with the growth and change of the community because of the intermingling personalities. Everyone here is older than me, most by at least twenty years."- tyle z bloga Eriki, pogrubienie dodaję od siebie.
Czytam dalej: "I think it's easier to have a more introspective and meaningful existence when I'm not surrounded by my own age-group, which seems (to me) to be full of people looking to prove themselves and seek approval in a shallow manner."- no tak, przy samorozwoju 19 latki grupa rówieśnicza na pewno jest "do bani".
No, ale może dość zgryźliwości. Obserwując historię panny Goldsom odnoszę wrażenie, że coś "bardzo nie zagrało". Nie zagrało w relacjach ze szkołą, w relacjach z rodzicami chyba też. Pozostaje mi jej tylko życzyć aby owe survival skills nie były za bardzo jej potrzebne. Jak potoczą się dalsze losy panny Eriki? Skoro prowadzi bloga - no cóż, zobaczymy. Inspirowanie się jej historią raczej stanowczo odradzam, choć tu i tam w swoim wystąpieniu rację ma.
Na powyższą historię natrafiłem na FreeEducation. Zaintrygowało mnie pewne towarzyszące jej pomieszanie z poplątaniem. Komuś pomieszało się wystąpienie panny Goldsom z chrześcijańskim spotem mającym uwrażliwić opinię społeczną na fakt, że w wielu wojnach w roli żołnierzy występują dzieci. Ktoś inny "dorobił głębię"  doklejając Kena Robinsona. Nie sądzę, aby te obie "doklejki" były intelektualnie uczciwe. Lecz taka już uroda Sieci - remix zawsze się zrobić da.

środa, 31 sierpnia 2011

Dzień bloga 2011

Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że 31 sierpnia jest Dniem Bloga. Nawet na facebook'u ma swój profil. Wszystkim blogerowcom życzymy razem z Jackiem ciekawych postów i pomysłów na interesujące wpisy. „BlogDay został stworzony w wierze, że blogerzy powinni mieć jeden taki dzień kiedy będą mogli poznać innych blogerów z innych krajów i innych kręgów zainteresowań” – tłumaczą pomysłodawcy Dnia Bloga. 31 sierpnia każdego roku autorzy, biorący udział w tym wydarzeniu, publikują na swoich blogach adresy pięciu innych internetowych dzienników, które uważają za najbardziej interesujące i godne polecenia. Dzięki temu blogerzy i czytelnicy, wędrując od linku do linku, z bloga na blog, poznają innych autorów, inne tematy i inne światopoglądy.
Nasze typy (stare i te nowe):
Archeowieści - dla miłośników archeologii i historii
Emily says - planetary society
Muzykasfer - blog FlyingSingera
Zwiedzamwszechświat - dla miłośników ksiażek
tenpięknyświat - dla miłośników przyrody i turystyki

Z blogerowym pozdrowieniem - Kuprasy.

Obrączkowe zaćmienie Słońca w USA ?... czemu nie


"Stany Zjednoczone to dla nas wielkie miasta, wieżowce, ulice, korki, sklepy i czasem nieprzyjemne zaułki biedniejszych dzielnic metropolii. A przecież to głównie dzika przyroda zajmuje ogromne połacie Ameryki: znajdziemy tam, jeziora, wybrzeża oceanów, góry, prerie, równiny oraz pustynie. USA to kolebka ochrony dzikiej przyrody. To tu powstała idea parków narodowych. Dzięki nim możemy być spokojni o przetrwanie skarbów natury jednocześnie mając możliwość podziwiania i fotografowania ich naprawdę z bliska. Podczas tej wspaniałej fotograficznej misji będziemy świadkami niezwykłego astronomicznego zjawiska jakim jest obrączkowe zaćmienie Słońca. Co ważne, faza obrączkowa przebiega przez najbardziej urokliwe rejony Wielkiego Kanionu, przez co będziemy fotografować ją stojąc nad krawędzią kanionu. Ta wyprawa dostarczy wam wiele niezwykłych wrażeń i niezapomnianych chwil, które pod okiem specjalisty będziecie utrwalać za pomocą waszych aparatów". - tak reklamuje się Relaksmisja. Już teraz można zarezerwować sobie miejsce, a koszt 9-cio dniowego pobytu wynosi 10900,00 zł. Na czas Fotomisji uczestnicy zostaną wyposażeni w obiektywy Sigma (do wyboru ponad 100 modeli), które zapewni im - Sigma ProCentrum, a także sprzęt obserwacyjny i specjalny sprzęt do fotografowania zaćmienia dostarczony przez firmę Delta Optical. Na stronie: www.optyczne.pl/fotomisja.html zamieszczony jest szczegółowy program i kosztorys (co jest wliczone w cenę a do czego należy jeszcze dodatkowo dopłacić). Oferta jest bardzo ciekawa i atrakcyjna, a cena, no cóż ... Polecam.

sobota, 21 maja 2011

Starożytni piraci.

Obecnie nazwalibyśmy ich zapewne piratami, w czasach starożytnych były to tzw. Ludy Morza. Plemiona pochodziły prawdopodobnie z Azji Mniejszej, Krety i wysp Morza Śródziemnego, skąd rozpoczęły ekspansję na wybrzeża - Anatolii, Syrii, Palestyny, Egiptu i Cypru. Egipskie inskrypcje wśród Ludów Morza wymieniają: Pulesati (byli to z całą pewnością Filistyni, jest to jedyna pewna identyfikacja), Lukka (być może Likijczycy), Akaiwasha (lub Ekewesh) i Danuna (często identyfikowani z Achajami i Danaami, czyli nazwami, ktorymi Homer określa Greków), Shardana (być może Sardowie zamieszkujący później na Sardynii), Tursza lub Tersh (raczej Etruskowie), Shekelesh (być może Sykulowie zamieszkujący później na Sycylii), Tjekker (być może cypryjscy Teukrowie). Po połączeniu z plemionami libijskimi zdolni byli wystawić armię liczącą 16 000 wojowników (tyle z Wikipedii).
Pierwsze ze wzmianek o najeźdźcach z morza pochodzą z 1350r pne. Był to atak statku u wybrzeży Afryki Północnej. Najazd ten został uwieczniony na glinianych tabliczkach z czasów faraona Echnatona. Znaleziono je w archiwach władcy w ówczesnej stolicy Egiptu - Achetaton. Wynika z nich iż, król Alaszii (Cypru), nie potrafiąc poradzić sobie z atakującymi jego królestwo piratami, prosi faraona o wsparcie. Skarży się, że najeźdźcy opanowali już kilka portów, w których urządzili sobie bazy wypadowe. Ci sami piraci byli też utrapieniem dla władcy Byblos - Ribaddiego, a na początku XIII wieku p.n.e. enigmatyczni wojownicy z północy napadli na Egipt Ramzesa II. Ich atak został ukazany na reliefach i opisany w tekstach, w których nazywa się ich "piratami z wysp pośrodku morza". Ramzes Wielki nie miał problemu z ich pokonaniem, ale umiejętności najeźdźców i ich uzbrojenie zrobiły na nim wrażenie, dlatego wziętych do niewoli jeńców wcielił do swojej armii. (Wiedza i życie). Od 1350 r pne. mija kolejnych 160 lat, aby pod koniec XIIw. pojawiła się kolejna wzmianka o ataku. Zapis najazdu jest częścią inskrypcji w świątyni grobowej faraona Ramzesa III w Medinet Habu w Tebach Zachodnich.
Sprawcy przynależeli do tzw. Ludów Morza - Filistynów, Greków, Sardyńczyków, Sycylijczyków i Likijczyków. W owej inskrypcji nazwano ich "Dziewięcioma Łukami" (Brenda Ralph Lewis "Kodeks Piratów). Inskrypcje opisują przerażających i siejących trwogę wrogów, którzy przeprowadzili bezlitosny atak. W obliczu tak dużego zagrożenia Ramzes III przygotował swe siły militarne. Ich potyczka była brutalną walką i starciem dwóch potężnych sił. Najpierw łucznicy armii faraona ostrzeliwali wroga ciągłym ostrzałem z łuków. Był to sposób, aby uniemożliwić piratom wyjście na ląd. Jednocześnie wystrzeliwano w ich stronę haki, aby ściągnąć łodzie w stronę brzegu - coś a'la abordaż. Później zagorzała zacięta walka wręcz, którą wygrały siły egipskie. Obrazy przedstawiające te wydarzenia ukazują również żony i dzieci jak wiozą dobytek na wozach zaprzęgniętych w woły. Może to wskazywać, iż Ludy Morza nie tylko były najedźcami ale również osadnikami, dążącymi do wyparcia lokalnej ludności i przejęcia ich ziemi. Bitwy morskie i lądowe toczone przez Ramzesa III przeciwko Ludom Morza są przedstawiane na dużych, panoramicznych reliefach. W bitwie morskiej statki piratów ukazane są z dziobami wyraźnie zagiętymi tak, że wyglądają jak ptasie głowy oraz beż żagli i - co ciekawe - bez wioseł. Dało to początek spekulacjom mówiącym, że Ludy Morza posiadały jakiś sekretny sposób nawigacji nieznany ich współczesnym. (Brenda Ralph Lewis "Kodeks Piratów")
Po raz pierwszy pojawili się w Egipcie w 1208r za rządów faraona Merenptaha. Inskrypcje z Karnaku wspominają bitwę pod Sais, w której Egipcjanie musieli zmierzyć się z koalicją Libijczyków i Ludów Morza. Władcę Libijczyków wspierały plemiona: Szardana, Szakalasz, Akauasz, Lukku, Tursza, Maszuasz, Czehenu i Czemehu. Atak został odparty, ale sytuacja stawała się coraz bardziej napięta.(Wiedza i życie). To tyle jeśli chodzi o wzmianki historyczne. Dodać jeszcze trzeba iż wtedy na Bliskim Wschodzie i w basenie Morza Śródziemnego kwitł handel, który był swego rodzaju dyplomatycznym porozumieniem między ówczesnymi władcami. Naruszeniem stref wpływu i wymiany handlowej stały się Ludy morza. Nie do końca wiemy kim były, jest kilka hipotez. Pewne jest, że ogromna wędrówka ludów, która zaczęła się (prawdopodobnie) gdzieś w głębi środkowej albo wschodniej Europy, (inne źródła mówią o ludach z Azji Mniejszej i wysp znad Morza Śródziemnego) wstrząsnęła wówczas całym wschodnim basenem Morza Śródziemnego. I tak narodził się proceder piracki w starożytnym świecie.

niedziela, 15 maja 2011

Tajemnica ukryta w ziarenkach piasku.

Jest rok 525 r. p.n.e. Ogromna armia króla Persji - Kambyzesa II, syna Cyrusa II Wielkiego, wdziera się do Egiptu. Tym sposobem, po pokonaniu oporu wojsk egipskich i faraona Psametycha III, rozpoczyna się tzw. pierwsze panowanie perskie w Egipcie. Według Herodota (484-425 pne), Kambyzes, wysyła 50.000 żołnierzy z Teb do oazy Siwa, leżącej w głębi Sahary. Chce zniszczyć wyrocznię w świątyni Amona, by zapewnić sobie totalną kontrolę nad całym krajem. Po siedmiu dniach pokonywania niedogodności pustyni, zastaje ich burza piaskowa. Armia nie dociera do celu i na 2500 lat pozostaje ukryta pod piaskami Sahary. „A wiatr powstały z południa, silny i zabójczy, niosąc ze sobą ogromne kolumny wirującego piasku, który w całości pokrył żołnierzy i spowodował, iż całkowicie zniknęli” (Herodot). Słuch po perskich żołnierzach zaginął.
Ponoć Aleksander Wielki szukał śladów zaginionej armii, podobnie jak pod koniec XVIIIw. Napoleon. Także i w ubiegłym stuleciu armia Kambyzesa była poszukiwana, niestety bez pozytywnego skutku. Czy w końcu ktoś rozwiąże jedną z największych zagadek archeologii ?…
Jest rok 1996 – w pobliżu Bahrin (źródło ang.), niedaleko oazy Siwa, włoscy archeolodzy Angelo i Alfredo Castiglioni, szukają żelaznych meteorytów. Natrafiają na gliniany dzbanek i ludzkie kości. Przeczesując okolice znajdują także brązowy sztylet i groty strzał. Znalezione przedmioty najprawdopodobniej są perskiego pochodzenia. Organizują kolejne wyprawy. W pobliżu kilkuset metrów od pierwszego stanowiska znajdują kolczyk i perską srebrną bransoletę. Zespół włoski przekazuje swoje ustalenia do siedziby Służby Geologicznej Egiptu i oddaje odzyskane z piasku przedmioty władzom egipskim. W kolejnych latach bracia Castiglioni studiują starożytne mapy i dochodzą do wniosku, że armia Kambyzesa "nie podjęła się przejścia utartą trasą karawan przez oazę Dakhla i Farafra."Od 19 wieku, wielu archeologów i badaczy poszukiwało perskiej armii wzdłuż tej trasy. "Oni nic nie znaleźli. Postawiono hipotezy na różne trasy z południa. W rzeczywistości okazało się, że taka droga istniała już podczas XVIII Dynastii", powiedział Castiglioni. Zgodnie z Castiglioni, z El Kargha armia udała się zachodnią drogą do El Kebir Gilf, przechodzącą przez Wadi Abd el Melika, a następnie udała się na północ w kierunku Siwa."Ta trasa miała tę zaletę, iż można było niespodziewanie zaskoczyć nieprzyjaciela. Co więcej, armia mogła spokojnie maszerować. W przeciwieństwie do innych tras, które były kontrolowane przez Egipcjan, ta wydawała się bezpieczna". Podczas następnych lat eksploracji w tym rejonie Włosi znajdują m.in. zbiorowy grób z setkami kości i czaszek. Wśród nich znalazły się perskie groty oraz fragmenty końskiej uprzęży. Bracia Castiglioni wciąż twierdzą, iż piaski kryją szczątki tysięcy żołnierzy Kambyzesa. Czy naprawdę odkryli zaginioną armię Kambyzesa, badania i czas pokażą. Może to, co zostało tak dokładnie ukryte, niech na zawsze tam pozostanie?
Do napisania tego tekstu natchnęła mnie lektura książki autorstwa Paula Sussman’a „Zaginiona armia Kambyzesa”. Wciągająca fabuła, wartka akcja, coś w rodzaju archeologicznej sensacji czy kryminału. Bez historycznych wywodów łatwo wciąga w lekturę. Dla samego pomysłu warto ją przeczytać.
Więcej o armii Kambyzesa i odkryciu braci Castiglioni można znaleźć na stronie:Archeowieści oraz Discovery. Relacja fotograficzna na Discovery jest tutaj. Grafiki zamieszczone w poście pochodzą z Wikipedii.

poniedziałek, 9 maja 2011

Miechowicki spacer we dwoje.

I:\pappert\przyroda\Przyrodaindeks.htm
Niedawno, bo jeszcze pięć dni temu padał śnieg, a w ten weekend zawitała znowu piękna wiosna. Postanowiliśmy z Jackiem udać się razem na spacer. Okolice trzeba przyznać, że mamy piękne. Jeszcze (budują nam nową trasę średnicową) w naszym rejonie zachowała się dzika przyroda, a zobaczyć można w niej - no właśnie najlepiej to oddadzą zdjęcia. A niezapomniane chwile we dwoje to - "nurkujący" lotem bocian, zaskroniec z upolowaną rybą, roziskrzone promienie słońca i wiatr.
Wędrowaliśmy około dwóch godzin, łącznie ok. 6-7 km. Na łąkach i rozlewiskach jakby zatrzymał się czas, a tego nam było trzeba.
Zero gonitwy i pośpiechu dnia codziennego. Może w ten weekend znów pójdziemy na spotkanie z naturą?

wtorek, 3 maja 2011

Rekonstrukcja popiersia Nefretete


Popiersie Nefretete (bądź Nefertiti) zostało znalezione w Tell el-Amarna 6 grudnia 1912r przez Ludwiga Borchardta. Była to ówczesna stolica Egiptu - miasto słońca, Achetaton czyli "Horyzont Atona". Nefretete podobno była córką doradcy dworu - Aj, inna wersja jej pochodzenia mówi, iż była hurycką księżniczką. Poślubiła Amenhotepa IV, który przybrał imię Echnaton. To właśnie ten władca zrewolucjonizował system religijny, wprowadzając jednego boga Atona - utożsamianego z dyskiem słonecznym (pisałam o tym tutaj). Prawdopodobnie była wyniesiona na tron jako współregent i sprawowała rządy wraz ze swym mężem. Miała 6 córek: Meritaton, Maketaton, Anchesenpaaton, Neferneferuaton-Taszerit, Neferneferure i Setepenre. Jej urodę możemy podziwiać na wyrzeźbionym popiersiu - długa, smukła szyja, głowa w nakryciu przysługującym tylko faraonom. Stała się jednym z symboli starożytnego kanonu piękna. Obecnie rzeźba znajduje się w Muzeum w Berlinie. Jest ona dwuczęściowa - na wapień został nałożony gips, który następnie został pomalowany. Tyle technikali. A tymczasem.. 
...na tydzień przed Wielkanocą ok.16 kwietnia 2011r dochodzi do znalezienia zakurzonego i porozbijanego na kawałki reliefu. Miejsce odkrycia górna półka na płd-zach. ścianie, lokalizacja - Bytom, odkrywca - Dorota. Gdyby nie świąteczne porządki leżała by nadal wśród innych szpargałów, przykryta stertą czasopism. A tak bardziej poważnie, ten relief wykonałam podczas zajęć z własnymi dziećmi dot. starożytnego Egiptu. Był to świetnie spędzony czas. Dzięki plastycznej oprawie nauka historii była ciekawa i porywająca. Niezawodna jak zawsze okazała się szpachla gipsowa. Żyłka odkrywcy, nie koniecznie archeologa, jest w każdym z nas. Po odnalezieniu zakurzonej Nefretete musieliśmy ją doprowadzić do porządku. Niektóre z elementów się połamały i odpadły od reszty. Teraz złożoną i w całej krasie można obejrzeć na slajdach powyżej. Obecnie dobrze schowana leży na honorowym miejscu, a jakże na płd-zach. półce.
By jeszcze zachęcić do poznania historii tej pięknej władczyni, polecam książkę Michelle Moran "Nefertiti". Czyta się ją z zapartym tchem. Świetna narracja łączy elementy historyczne z miłosmym wątkiem i kulisami władzy. Polecam, lektura nie tylko dla pań.

niedziela, 20 lutego 2011

Orion a wierzenia Majów.


Majowie wnikliwie obserwowali niebo, w tym celu budowali nawet obserwatoria. Najbardziej znane znajduje się w Chichen Itza. Nazwa tej budowli El Caracol - oznacza ślimaka. Jest to okrągła wieża mająca 12m wysokości i 6,7m średnicy. Zbudowano ja na dwóch tarasach a w jej wnętrzu umieszczono spiralną klatkę schodową, która prowadziła do górnej komory. Najprawdopodobniej z jej okien, umieszczonych promieniście Majowie dokonywali swych obserwacji astronomicznych. Dzięki rozszyfrowaniu glifów poznano niektóre historie o tym, co widzieli Majowie na niebie. Nazywali oni Oriona Ak'Ek tj. żółwia gwiazda.
Był on przedstawiany jako żółw z trzema kamieniami na skorupie, która symbolizowała ziemię. Te trzy gwiazdy: Alnitak, Saiph i Rigel, tworzą trójkąt równoboczny, zwany "trzy kamienie serca". Sercem tym dla Majów było ognisko. W centrum trójkąta złożonego z "kamieni z paleniska" znajduje się mgławica M42. Widziano ją jako płomień, zwany K'ak. Potomkowie Majów nadal odnoszą się do triady trzech gwiazd w konstelacji Oriona nazywając je "kamiennym ogniskiem" a mglista mgławica poniżej pasa Oriona zwana jest "dymem z paleniska". Film poniżej przedstawia mit o heroicznych braciach bliźniakach.
Orion uważany jest przez Majów za pierwszego ojca, zwano go Hun-Hunahpu (Jeden-Hunahpu). Dosłowne znaczenie "hun" w języku Majów znaczyło - jeden jest pan. Miał on brata bliźniaka zwanego Siedem-Hunahpu. Rodzicami owych bliźniaków byli Ixpiyacoc i Ixmucane, którzy później odegrali kluczową rolę w stworzeniu pierwszych ludzi. Bracia lubili grać w pokatok, na specjalnym polu do gry. Grali używając gumowych piłek, których nie mogli dotknąć rękoma. Kiedy bracia nie grali w piłkę czas umilali sobie grą w kości. Boisko do gry niestety znajdowało się nad wejściem do Xibalby - podziemnego świata. Hałas grających w piłkę braci strasznie rozzłościł panów podziemia. Dwóch spośród władców Xibalby wezwało bliźniaków, aby zagrali w piłkę w ich świecie. Mieli oni nadzieję zabić braci i zabrać im boisko. Tymczasem Ixmucane podejrzewała niecne intencje władców podziemia i próbowała przekonać synów, aby nie schodzili tam. Niestety bracia sami przypieczętowali swój los. Aby dotrzeć do Xibalby musieli pokonać trzy rzeki. Pierwsza była pełna krwi, druga ropy a trzecia ostrych kolców. Po ich przekroczeniu na braci czekały następne zadania. Nie zdołali ich jednak wykonać i zostali złożeni w ofierze. Ich ciała spalono i pogrzebano pod boiskien, a Jeden-Hunaphu ścięto głowę, która zawisła na kalebasowym drzewie. Inna wersja tego mitu podaje, iż głowa została zamieniona z czasem w tykwę i nikomu nie wolno było patrzeć na to drzewo ani jeść z niego owoców. Sprzęt braci do gry został wyrzucony. Znalazła go zrozpaczona matka i ukryła w swym domu. Pewnego dnia młoda dziewczyna, Ixquic - Krwawy Księżyc - zatrzymała się aby spojrzeć na drzewo. Głowa Jeden-Hunaphu splunęła jej na rękę i od razu zaszła w ciąże. Wygnana przez ojca, aby uratować swe nienarodzone dzieci, udała się na niebiosa, do domu Ixmucane. Tam powiła kolejne pokolenie bliźniąt. Na świat przyszli bracia : Hunaphu i Ixbalanque, którzy zostali włączeni do rodziny Ixmucane, ich babki. A miała ona jeszcze innych synów: Jeden-Małpa i Jeden-Rzemieślnik. Bliźniacy byli bystrzy i świetnie radzili sobie podczas łowów. Dysponowali ponadto magicznymi mocami i byli żądni przygód. Ich uroda oraz mądrość wzbudzały zazdrość u przyrodnich braci, którzy wykradali im jedzenie i wpędzali ich w kłopoty. Jeden-Małpa i Jeden-Rzemieślnik byli wybuchowi i leniwi, ale odznaczali się artystycznym talentem. W końcu bliżniacy uwięzili ich na drzewie i przemienili w małpy. Pewnego dnia podczas polowania schwytali szczura. Już mieli go zjeść, gdy zwierze opowiedziało im o losie, jaki spotkał ich ojca i wuja w Xibalbie. Szczur wyjawił też, że sprzęt do gry w piłkę, który należał do ich ojca, przechowywany jest teraz w domu ich babki. Jak to bywa w mitach, i nie tylko, historia lubi się powtarzać. Drugie pokolenie bliźniąt pokochało grę w piłkę tak samo mocno jak Jeden-Hunaphu i Siedem-Hunaphu. Postanowili, że pomszczą śmierć ojca. Nie minęło wiele czasu, a ich nieustająca gra nad wejściem do podziemia zaczęła drażnić władców Xibalby. Bracia, podobnie jak ojciec i wuj, musieli pokonać trzy rzeki, a gdy dotarli do świata podziemi, czekała ich seria trudnych zadań do wykonania. Bliźniacy dzielnie przetrwali niebezpieczeństwa kolejnej nocy, które spędzili w Domu Mroku, Domu Brzytew, Domu Jaguara, Domu Zimna i Domu Ognia. Ostatnią i najtrudniejszą noc musieli przetrwać w Domu Nietoperzy. Najbardziej brutalny z gacków odgryzł Hunaphu głowę. Zgodnie z rozkazem władcy podziemi, miał nią zagrać Ixbalanque w pokatok. Jednak sprytny brat ukrył głowę Hunaphu a do gry wziął królika. Następnie przytwierdził głowę brata z powrotem do ciała. Po przejściu wszystkich prób i wykonaniu wszystkich zadań, bliźniacy poświęcili swe życie w ogniu. Po kilku dniach wyłonili się jako stworzenia o sylwetkach ryb. W tej postaci przemierzali podziemia i umilali śpiewem, tańcem i magią czas ludziom. Wreszcie zostali wezwani przed oblicze dwóch najpotężniejszych władców ciemności. Po przedstawieniu się znowu otrzymali polecenie złożenia siebie w ofierze. Posłusznie wypełnili rozkaz, a chwilę później wrócili do życia. Zwycięscy bliźniacy wstąpili na niebiosa aby stać się Słońcem i Księżycem.
Ten mit przedstawia ideał życia po śmierci zgodnie z wierzeniami Majów. Ofiara złożona z ludzkiego życia prowadziła do odrodzenia się duszy w stanie wyższym. Stąd mit o Bliźniętach można porównać do egipskiego mitu o Ozyrysie, który także uosabiał Oriona. O czym napiszę w kolejnym poście.

Tekst przygotowałam w oparciu o "Mitologia- mity i legendy świata" wyd. PWN 2009 oraz stronę internetową: http://www.authenticmaya.com/maya_astronomy.htm oraz http://www.godchecker.com/pantheon/mayan-mythology.php?_gods-list . Grafiki zaczerpnięte są z powyższych stron bądź Wikipedii.

środa, 29 grudnia 2010

Rachuba czasu - kalendarz Azteków.

Temat sam się narzucił - rachuba czasu. Właśnie kończy się 2010rok, znamy go jak własną kieszeń, wiemy co się już wydarzyło: dobrego bądź złego a przed nami wielka niewiadoma Nowy 2011 Rok.
Jak wyglądały kalendarze setki lat temu? By choć trochę uchylić rąbka "tajemnicy czasu" jakiej udziałem jest historia danej cywilizacji - chciałam przedstawić Aztecki kalendarz. Rachuba czasu jaką znali Aztekowie wywodziła się z kalendarza Majów, była jednak bardziej uproszczona. Kalendarz ten był podwójny tzn. składał się on z 2 kalendarzy. Jednym z nich był kalendarz roku rytualnego tonalamatl , który liczył 260 dni i był używany we wróżbiarstwie, przy ruchomych świętach i rytuałach. Dzielił się on na 20 okresów (tygodni) liczących po 13 dni. Kolejnym był kalendarz roku słonecznego liczący 365 dni. Było to 18 miesięcy liczących po 20 dni każdy. Każdy dzień miał swoją nazwę i na jego oznaczenie stosowano konkretny symbol obrazkowy. Aztekowie wierzyli, że 5 ostatnich dni w roku, zwanych nemotemi ("dni daremne") niosło za sobą złą wróżbę.
Przy zapisie dat przed symbolem dnia z kalendarza słonecznego stawiano liczby 1-13 z kalendarza rytualnego. Tym sposobem łączono ze sobą dwie rachuby czasu - rytualną i słoneczną. Na oznaczenie roku roku stosowano jeden z czterech znaków dnia z kalendarza słonecznego, od którego dany rok się zaczynał - Trzcina, Krzemień, Dom i Królik. Do tego znaku dodawano po kolei jedną z liczb od 1 do 13. Taki okres składający się z 52 (4x13) lat stanowił zamknięty cykl w azteckiej rachubie czasu. Dla wierzeń azteckich najważniejszy był moment zrównania się obu kalendarzy, który przypadał właśnie co 52 lata. Był to moment wielkiej uroczystości, czas decydujący o dalszym istnieniu świata. Właśnie wtedy organizowano ceremonię rozpalania nowego ognia. Podczas przygotowań do tego rytuału ludzie gasili wszystkie ogniska, a także pozbywali się wizerunków bóstw, wrzucając je do wody. Główny obrzęd odbywał się na szczycie wzniesienia zwanym Huixachtlan, położonego w pobliżu miast Iztapalapa i Colhuacan. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi na wzgórze wyruszała procesja kapłanów, która osiągała swój cel około północy. W ciemnościach i milczeniu przerażeni ludzie zbierali się razem oczekując na dalszy rozwój wydarzeń - niepewny los świata, czy będzie on istniał dalej? Kapłani z uwagą obserwowali czy Plajady przekroczą zenit, co oznaczało trwanie ustalonego porządku na kolejne 52 lata. Gdy owych "siedem sióstr" przekroczyło ów punkt, kapłan krzesał ogień na piersi leżącego na ołtarzu jeńca. Następnie od tego płomienia rozpalał wielkie palenisko. Ofierze wyrywano serce i wrzucano do ognia, gdzie następnie trafiało jego ciało. Rytuał ten miał zapewnić odnowę i dać nowy początek kolejnego cyklu. Oczekująca ludność doliny, zobaczywszy ogień na szczycie wzgórza, nacinała sobie płatki uszu, składając w ten sposób ofiarę z własnej krwi. W tym samym czasie posłańcy z pochodniami roznosili święty ogień do innych azteckich świątyń, skąd zanoszono go do zwykłych domostw. Natomiast w głównej świątyni rozpoczynano składanie w ofierze jeńców wojennych. (na podstawie TAJEMNICE STAROŻYTNYCH CYWILIZACJI tom.50,51 oraz Wikipedii, Handbook to life in the Aztec world - Manuel Aguilar-Moreno).

O historii powstania kalendarza egipskiego pisałam tu:
oraz

niedziela, 22 listopada 2009

Spotkanie z bronią.

W sobotę byłam z Pawełkiem i Tomkiem w Muzeum Górnośląskim na warsztatach z cyklu "Sobotnie spotkania z historią" - Broń II Wojny Światowej. Dzieciaki wypełniły całą salę i z ciekawością wysłuchały prostego i zarazem ciekawego wykładu. Karabiny jakie używała piechota oraz pistolety używane przez dowództwo można było wziąć do ręki i sprawdzić ich sposób działania. Chłopcom bardzo podobało się to spotkanie.
Od Militaria II Wojny Światowej
Z Jackiem mieliśmy przyjemność prowadzić jedno z zajęć z cyklu "Sobotnie spotkania z..." dot. Starożytnego Egiptu. Najbliższe spotkanie jakie będziemy prowadzić odbędzie się 19 grudnia. Na tychże warsztatach dzieci będą robić kartki świąteczne.

piątek, 10 lipca 2009

Nasze kociaki.

Przyszły na świat 27 maja 2009. Ich mama pojawiła się u nas dzień po Mikołajkach. Chyba jest to normą, że coś dzieje się dzień po jakimś ważnych świecie. Także i narodziny odbyły się nazajutrz po Dniu Matki. Maluchy urodziły sie trzy - sami chłopcy. Dwa białe z niewielkimi szarymi plamkami oraz jeden burasek. Obecnie szukamy dla nich nowego domu. Sami mamy obecnie trzy "stacjonarne' kociaki, z maluchami było by ich aż 6-cioro. Stąd pomysł na zamieszczenie ich fotek w necie, aby każdy chętny mógł je zobaczyć. Przerabiałam adopcje kotków w ubiegłym roku, było to smutne przeżycie, zwłaszcza że zwierzaki są dla nas członkami rodziny. Niestety warunki mieszkaniowe na to nie pozwalają - a szkoda.

poniedziałek, 16 marca 2009

Na chandrę ....

Znajomy przesłał mi kiedyś następującego maila: "Elementy potencjalnie niebezpieczne zostały zablokowane. staram się nie przesyłać otrzymanych maili dalej - ale to każdy z nas powinien zobaczyć i przeanalizować ... Pozdrawiam: Marek" Dotyczyło to prezentacji, zamieszczonej w załączniku. Cóż - racja. Nic prostszego, niż uruchamiając "zacną" prezentację zawierającą mniej zacne makra zainfekować sobie komputer jakimś świństwem. Niemniej - po konwersji na pdf i slideshare elementy potencjalnie niebezpieczne powinien trafić szlag. Zaś co do reszty - cóż, zgadzam się z nim - patrzcie i analizujcie. Choć z tym "najlepszym mailem roku" to chyba pewna przesada - obejrzeć warto. Lepsze niż prozac;)

piątek, 13 marca 2009

Pod Śląską Ziemią.

Właśnie przeglądałam ubiegłoroczne fotki z wejścia do sztolni w Sportowej Dolinie:
Zebrało się nas kilka osób, aby spenetrować podziemne korytarze nieczynnej już kopalni galeny. Cała akcja pod ziemią zajęła nam ok. 5 godzin. Na początku naszej wędrówki mogliśmy chodzić wyprostowani, później małe schylanie, jeszcze później wędrówka na czworakach, aż w końcu prawie się czołgaliśmy. Jak sztolnia to nie obyło się bez oględzin występujących tam żył galeny, nacieków czy jeziorek perełkowych. Nietoperze wtulone jeden obok drugiego spały u podstawy stropu. Zaliczyliśmy korytarz zalany wodą... brrr... zimna i mokra:) wlewała się do gumowców. Potem, gdy nabrała temperatury ciała, była już znośna. Weszliśmy w podziemia w Suchej Górze i dotarliśmy aż pod Repty. No cóż droga w jedną stronę to bułka z masłem, ale powrót! Ciągle schylone plecy dały o sobie znać, ale jakież to mogło mieć znaczenie, gdy uczestniczyło się w takiej przygodzie. Trochę zmarznięci, niczym nietoperze wylegliśmy ze sztolni o 00:30 w nocy.
Nasza ekipa
Żółty Kapturek to Ja
Jesem netoperek
Zapraszam do galerii zdjęć

wtorek, 10 marca 2009

Jak może każdy orze ...

A głosowanie trwa. A może by tak konkurs na "Boot roku?" Albo "Cashcleaner of the month?" Lub "IP changer marathon"?

środa, 4 marca 2009

Tymczasem na Blogboxie ...

... wciąż głosowanie na Blog roku 2008 trwa. I potrwa jeszcze do 16 marca. Właśnie pojawił się banerek, pokazujący nagrodę główną: Tymczasem zrobiłem sobie szybki ranking pierwszej dziesiątki blogów: 1. Polygamia, 2. Tylko Mrok, tylko czarny humor, 3. Redlog.pl-Manchaster United, 4. Archeowieści, 5. Azrael- zwykłe pisanie, 6. U Kuprasów, 7. Poradnik webmastera, 8. warszavka i lawinka, 9. Fotoblog Warszawa i wszystko jasne, 10. (NIE)Główny ekonomista. Punktów nie piszę, gdyż te praktycznie zmieniają się cały czas. Uważam również, że każdy z tych blogów jest fajny i ciekawy. Różnice w punktacji wynikają raczej nie z tego, jak poszczególni autorzy piszą, lecz z tematyki, której się oni podejmują. Po prostu jedne tematy są statystycznie bardziej popularne inne nie.

poniedziałek, 2 marca 2009

Miło nam:)

Miło nam się pochwalić, że znaleźliśmy się w dwudziestce blogów typowanych do tytułu "Blog roku 2008" w konkursie zorganizowanym przez serwis Blogbox. Ostateczny wynik, jak to bywa, zależeć będzie oczywiście od Was. Jeżeli zatem nasza pisanina wam choć troszeczkę odpowiada - oddajcie na nas swój głos w ankiecie, która znajduje się tu:)

wtorek, 24 lutego 2009

Fizyka w tańcu - taniec z fizyką.

Co mają wspólnego fizyka i taniec ? Na to pytanie należy szukać odpowiedzi na spotkaniu organizowanym przez Ogólnokształcącą Szkołę Baletową w Bytomiu. Będzie miało ono miejsce dniu 16 marca br.w Bytomskim Centrum Kultury. Sesja naukowa pt. "Fizyka w tańcu - taniec z fizyką" skierowana jest do nauczycieli fizyki z całego województwa śląskiego. Doradcą metodycznym całego przedsięwzięcia jest pani mgr Barbara Biskup. Tematem sesji jest prezentacja praw i zagadnień fizyki w kontekście tańca. Oczywiście oprócz wykładów naukowych, będzie można zobaczyć także koncert w wykonaniu młodych "baletmistrzów". Zaprezentują oni w tańcu prawa fizyki omówione w wygłoszonych wcześniej przez profesorów z UŚ wykładach. Sprawa godna uwagi i zobaczenia. Spotkanie jest organizowane dla nauczycieli. Wypada mi tylko sprawdzić, czy zwykły śmiertelnik też może tam wejść.
Program w skrócie:
  1. Otwarcie sesji przez Prezydenta Miasta Bytomia.
  2. Wykład prof. U. Śl. dr. hab. Krzysztofa Wójcika „Fizyka w tańcu”.
  3. Prezentacja w tańcu zawartych w wykładzie zagadnień fizycznych przez uczniów Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu.
  4. Wykład prof. Wojciecha Dindorfa „Cuda fizyki”.
  5. Przerwa
  6. Koncert uczniów Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Bytomiu.
Plakat w wersji pdf
Strona OSB Bytom


wtorek, 17 lutego 2009

Międzynarodowy Dzień Kota

W dniu dzisiejszym tj. 17 lutego nasi milusińscy obchodzą swoje święto. W naszym domu trzy kocie indywidualności znalazły swoje miejsce. Pojawiały się u nas w dość szczególne dni - Pusia przyszła do nas w Wigilię 2006, Puszek urodził się w Prima Aprilis 2007 a najmłodsza z nich Sisi pojawiła się 7 grudnia 2008r. Nie przypuszczaliśmy nawet, że będziemy mieli aż tyle kociaków. Teraz są członkami naszej Rodzinki i nie wyobrażamy sobie aby było inaczej.A czym czy też kim są dla nas oddaje wiersz Franciszka J. Klimka
pt. " CZYM jest KOT"
Czym dla ludzi są koty - spytano,
lecz odpowiedź nie brzmi bezstronnie,
bo ją widzę w ich oczach co rano
i wieczorem gdy tulą się do mnie.
Kotka mrucząc z wyrzutem powiada
kiedy głaszczę futerko jej bure:
- Skoro także należysz do stada,
to dlaczego nie jesteś kocurem?
- Ależ jestem - zapewniam ją śmiało
i wskazuję na brodę z zarostem:
- Przecież sierści mam wcale nie mało
tylko trochę za bardzo urosłem...
***
Czym są koty - co kot dla nas znaczy -
jeśli nawet powiedzieć to umiem,
to podobno nie warto tłumaczyć,
bo kto nie wie - i tak nie zrozumie.
Dzień do dnia jest na ogół podobny,
ale KOT jest "wartością dodaną":
Kot - to nasze poranne dzień dobry,
Kot, to nasze wieczorne dobranoc.
Dodam jeszcze - po chwili wahania,
(bowiem nie wiem dla kogo lub komu)
jedno zdanie - a propos pytania:
Czym jest kot?
Kot, to dobry duch domu.