wtorek, 28 czerwca 2011

Od czego by tu zacząć ...

I:\pappert\guideddiscovery\gwiazdygwiazdozbioryplanety\index.htm
Poniższe zdjęcie znalazłem na APODZIE:
Przedstawia ono najbardziej chyba znany asteryzm Wielkiego Wozu, autorem zaś fotografii jest Rogelio Bernar Andreo. Przyjrzyjmy się zdjęciu bliżej: Zaznaczono na nim główne gwiazdy oraz obiekty z katalogu Messiera: M 101, M 40, M 51, M 109, M 97 oraz M 108. Pierwszy z nich to galaktyka. Widać ją po lewej stronie na powiększeniu wypreparowanym z większej wersji tego zdjęcia. Drugi to układ dwóch gwiazd - przeczytamy o nim więcej w Wikipedii. Trzeci to galaktyka, która już zdążyła zagościć na tym blogu. Czwartemu możemy się przyjrzeć lepiej przy pomocy WWTeleskopu. Piątego próbowałem znaleźć w Mikroobserwatorium - nie udało się, pozostał zatem Slooh. Szósty niezbyt dobrze wypadł w Stellarium i Celestii. Nie dziwi mnie to specjalnie - Celestia to planetarium 3D natomiast Stellarium po typowej instalacji posiada jedynie podstawowy zestaw zdjęć pokazujących nieco dokładniej niektóre z obiektów głębokiego nieba. Lepiej natomiast wypadł w GoogleSky, prócz tego zlinkowałem sobie zdjęcie znalezione na NOAO. Siódmy - może niech będzie Hickson 50, jak sugeruje Andreo. Dorzućmy jeszcze czarno-białą mapę dla tych, którzy pokuszą się o próbę odszukania messierów przy pomocy Galileoskopu lub lornetki:

Sądząc po tym, co pisze Paweł Maksym w swoim przewodniku, powinno się to udać co najmniej w przypadku M 51.
A gdyby w podobny sposób podejść do Księżyca? Tym razem rozpocznijmy nieco inaczej - od kalendarza:
Da on nam przegląd, jak wygląda rozkład faz w tym miesiącu. Dorzućmy do tego jakąś mapę - najlepsza może być ta, którą zamieściłem dwa teksty poniżej. Aby się jednak nie powtarzać poniżej wrzucę mapę Heweliusza:
Pochodzi ona z Selenografii, wydanej w 1647r., nic dziwnego zatem że troszkę jest pomięta. Jeżeli komuś to przeszkadza - dobrze, niech będzie ta. Używając teraz programów o których wspomniałem wcześniej można się teraz pokusić o opis księżycowej powierzchni w oparciu o efekty wirtualnych i realnych eksploracji chociażby przy pomocy lornetki czy Galileoskopu. Przypomnę też, że jest cały czas dostępne Mikroobserwatorium. Jak prezentuje się w nim Księżyc widać poniżej:
Dla przypomnienia - warto poszukać również innych zdjęć w archiwum.
A może tak polecieć w stronę Srebrnego Globu:

Jeżeli komuś nie odpowiada futuryzm widocznej powyżej DG4 zawsze pozostaje AMSO albo NASSP. Warto też przy tym pamiętać, że Orbiter przy pomocy którego można robić podobne symulacje chociaż wygląda na pierwszy rzut oka jak gra grą nie jest. Jest natomiast narzędziem, przy pomocy którego można wygenerować szereg atrakcyjnych zrzutów ekranu, nagrać film pod YouTube czy też wykorzystać do tworzenia prezentacji takich jak ta.
I tak się można bawić. Pytanie tylko, po co? Pierwszy z opisanych powyżej przykładów, "przegląd Wielkiego Wozu" był swoistym amatorskim projektem, którego celem (jak się domyślam z tekstu autora) był test optyki sprzętu obserwacyjnego. W efekcie powstało o tyle nietypowe zdjęcie, że obejmuje ono z jednej strony dosyć spory obszar nieba z drugiej zaś jest wystarczająco szczegółowe by pokusić się o odszukanie na nim konkretnych obiektów. Jak pisze Andreo: "I personally had a lot of fun doing things like finding Hickson 50 (it is there, just not an easy catch, and when you find it, it's just a blur!) and other objects (lots of cool NGCs and a few popular Messiers of course). I hope you enjoy it!". Czytając jego słowa, zacząłem się zastanawiać jak można przekształcić podobną rozrywkę w projekt edukacyjny. Potem zacząłem się bawić, wyszukując pod widoczne na zdjęciu obiekty czy to hiperłącza prowadzące do różnych miejsc w sieci, czy też programy pozwalające "przyjrzeć się" zdjęciu bliżej. Na szybko wykonałem podobny zabieg z tematem "Księżyc". Tak oto wokół czegoś, co wydaje się znane i "oklepane" jak Wielki Wóz lub Księżyc stworzyły mi się nagle zalążki całkiem ciekawych, edukacyjnych projektów. Gdyby je wykorzystać w rzeczywistości szkolnej - cóż, być może powstałoby coś więcej niż rutynowa prezentacja stworzona według schematu "skopiuj i wklej" stosowanego przy tworzeniu większości prac szkolnych. Wiem o czym piszę - w końcu dwoje dzieci mam;) Myślę też, że szczególnie wdzięcznym polem na zastosowanie podobnej procedury może być praca nad projektem gimnazjalnym, gdzie przynajmniej teoretycznie dopuszczalna jest swoboda w wyborze tematów oraz środków do ich prezentacji. A gdyby jeszcze pokusić się o więcej? Powiedzmy, dać uczniowi swobodę w wyborze formy wypowiedzi w różnych innych kontekstach? Pozwolić, aby zamiast przepisywać podręcznik do ćwiczeń mógł wykonać prezentację lub filmik umieszczony w sieci? Dać swobodę w wyborze narzędzi informatycznych? W końcu zawsze można wykonać serię zrzutów ekranów, potem zaś "skleić" je w pdf umieszczony na Slideshare lub w filmik zamieszczony na YouTube. O czymś takim jak Scratch nie śmiem nawet marzyć. Rzecz jasna, nie każdy by z takiej możliwości korzystał. Chodzi mi tylko oto, by miał swobodę wyboru. Czytam jeszcze tego posta i widzę, że chyba się rozpędziłem. Cóż, nie ma się co dziwić bowiem Toruń już niebawem.

Spójrz mi w oczy ...

I:\outdoordisk\salus2010\Salus2010indeks.htm Gdzieś pomiędzy Katowicami a Toruniem odświeżyłem sobie znajomość z Kryształową Czaszką. Co kryje się w jej oczodołach? Fragmenty starych wspomnień, czy coś więcej?
Nie zdradzę tej tajemnicy. Jedyne, do czego mogę zachęcić to podążenie śladem towarzyszącej czaszce listy: Chapoyan Temple, Idols, Quetzalcoatl, Teotihuacan, Boulder Run, Theodolite, Excavation, Hieroglyphs, Egyptian Tomb, The Ark, Elephas Maximus Indicus, Villagers, River Stones, Booby Trap, Sankara Stones, The Knight's Shield, Rosetta Stone, The Treasury, The Grail Challenge, Crystal Skulls, Chauchilla Cemetery, Kukulcan, El Castillo, Adventure Hero. Wskazówkami niech będą te teksty oraz towarzyszące temu postowi etykiety. Lub któryś z filmów, do wyboru.

niedziela, 26 czerwca 2011

Dzień po ...

I:\outdoordisk\salus2011\Salus2011indeks.htm
Od Minerały z warsztatów dla Salus Int. 2011 06 25
Udało mi się chyba odespać większość wczorajszego zmęczenia. Wczoraj mieliśmy warsztaty dla "Salus International". Odbywały się one w ramach pikniku rodzinnego, tym razem połączonego z dwudziestoleciem firmy. Zdecydowaliśmy się na konwencję "Akademii młodego odkrywcy" podobną swym charakterem do tej w jakiej działają "Kluby młodych odkrywców". Niestety, ponieważ nie dotarły do mnie jeszcze wszystkie zdjęcia zdecydowałem się umieścić w tym tekście wyłącznie te, które przedstawiają minerały i skamieniałości znajdujący się na stanowisku "Zwykły kamień, czy coś więcej". Gdy już będziemy mieć cały materiał zdjęciowy prawdopodobnie przeredagujemy jeszcze ten post. O przygotowaniach do tych warsztatów wspomniałem w tekstach: Dzień przed, Za dwa dni impreza, Aż łza się w oku kręci, Odliczanie.
Update 3 lipca 2011:
Hania dostarczyła nam zdjęcia, które wykonała w trakcie imprezy. Zmontowałem je szybko w album który zamieszczam poniżej:

View more presentations from JacekKupras
Myślę, że dobrze one oddają charakter tegorocznej imprezy.

piątek, 24 czerwca 2011

Dzień przed ...

I:\outdoordisk\salus2011\mikroworld\microworldindeks.htm
Niestety, nie będziemy w stanie jutro pobawić się tym programem:
Znalazłem go dzisiaj, przy okazji panicznych poszukiwań w sieci potrzebnych mi pdf-ów. Nie będę w stanie użyć go jutro, nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby wrócić do niego później. Niestety, sam projekt jak widzę się skomercjalizował. Wersja demo do pobrania jest tutaj. Na szczęście, jak widzę, są tam również wcześniejsze wersje nie posiadające ograniczeń - nie licząc rzecz jasna dość restrykcyjnej licencji umożliwiających praktycznie wyłącznie ich domowe zastosowanie. Znajduję jeszcze link do symulacji stworzonych przez użytkowników. Have fun!
Pora na mapę Księżyca:
Powstaje ona na podstawie mapy znajdującej się na Wikipedii. Obie będą stanowić zestaw towarzyszący Galileoskopowi. Myślę, że lepsze to tematycznie niż płytki z "kompaktowego kosmosu" którymi bawiliśmy się w środę. Testujemy to wszystko jeszcze na ogródku: jeżeli mapa znajduje się pomiędzy 15 a 21 metrami od Galileoskopu z jej przeczytaniem nie powinno być specjalnego problemu. Rzecz jasna po środowych problemach Barlow wylądował wcześniej w szafie. Czy brać mylarową folię by ewentualnie popatrzeć na Słońce? Gdy piszę ten tekst (16) właśnie zanosi się na deszcz. Jutro o tej porze może być podobnie. Jak widzę, nie ma też jakichś spektakularnych plam, a zatem folia spokojnie może chyba zostać w domu. Podobny los spotyka Feniksa. Choć w swoim czasie sprawił nam sporo radości i mógłby służyć do demonstracji napędu odrzutowego to niezbyt dobrze sprawdza się przy zrzucaniu z wysokości 3 metrów. Próbuję mu jeszcze dać szansę sprawdzając jak sobie poradzi w roli poduszkowca. Nic z tego - patent z płytką CD sprawdza się o wiele lepiej. Wypada zatem po raz kolejny rzec Feniksowi "cześć":
Pora na mikroskop. Zdumiewa mnie jak bardzo elektronika przegrywa z okiem. Fakt, okular który posiadam mógłby być nieco lepszy. Tak prezentuje się litera "s" oraz "pazury Orła" na dwugroszowej monecie: Fotografuję je w świetle odbitym, stosując jak najmniejsze powiększenie. Ten sam obraz oglądany gołym okiem prezentuje się o całe niebo lepiej. Na szybko jeszcze kalkuluję ryzyko związane z zabraniem komputera: obecność wody na stoliku, konieczność szybkiej ewakuacji sprzętu w trakcie deszczu, konieczność wymiany całego toru optycznego przy przejściach z kamerki na obserwacje gołym okiem, konieczność zmiany nasadki na kondensorze, małe dzieciaki które będą brać udział w zajęciach - chyba jest tego zbyt wiele. Gdybym jeszcze miał netbooka - niestety w grę wchodzi jedynie duży laptop albo komputer stacjonarny. Wygląda zatem na to że tym razem kompy zostaną w domu. Skoro już jednak otarłem się o temat mikrofotografowania, zachęcam do odwiedzenia stron wymienionych poniżej:
The Micropolitan Museum: prawdziwa skarbnica zdjęć pochodzących z mikroświata której kuratorem jest Wim van Egmond.
Pond Life Identification Kit: krótki przewodnik po mikroświecie stawu, strona należy do Microscopy UK.
Wieczorem jeszcze wydruki: Elektrycznego żurawia oraz Fasolki. Oba pochodzą z EuHou, konkretnie z Fizyki dla małych i dużych. Dlaczego takich ćwiczeń nie ma w szkole - nie wiem. Wiem że syn w pierwszym roku fizyki w gimnazjum miał eksperymentów pięć.

czwartek, 23 czerwca 2011

WWT Ambassadors - promocji nadszedł czas:)

I:\pappert\guideddiscovery\WorldWideTelescope\promotion.htm
Obserwuję właśnie efekty akcji akcji informacyjnej, dotyczącej programu Ambasadorzy WorldWide Telescope której się podjęli wspólnie Leszek Mankiewicz wraz z Jankiem Pomiernym. Aktualnie informacje ukazały się na portalach: Hands-On Universe Polska, Astronomia.pl, Kosmonauta.net, Dziennik Internautów, Gwiezdne Wrota, Polska Agencja Prasowa, EduNews, Interklasie. Siłą rzeczy wiąże się to ze zwiększonym ruchem na tym blogu. Przypomnę zatem, że możliwości wykorzystania WWT w szkole opisałem w tekście Co słychać u WWT Ambasadorów dziś.

środa, 22 czerwca 2011

Za dwa dni impreza

Co nagle to po diable. Ze zdjęć, które zrobiłem dzisiaj z okazji przygotowań do sobotniej imprezy wyszło tylko jedno:
Przedstawia ono koniec stopy Muchy domowej, wykonałem zaś je przy okazji testowania kamerki podłączonej do mikroskopu. Niezły szpon:) Warto też zwrócić uwagę na widoczną chyba przylgę, dzięki której owad może poruszać się po prawie gładkich powierzchniach. Powiększenia, mówiąc szczerze nie pamiętam - w końcu nie o nie chodziło lecz właśnie o test kamerki.
Plankton: potrzebny będzie pod zajęcia z mikroskopem. Rzecz jasna, był w każdym "bajorze" które odwiedziliśmy z Pawłem, lecz taki jaki jest mi potrzebny, z dużą ilością rozwielitek znalazł się tylko w jednej kałuży. Cóż, jak na parę godzin łażenia zaiste odkrycie wielkie:)
Galileoskop: przy powiększeniu 25x płyta z "kompaktowego kosmosu" daje się odczytać z odległości 20m. Drażni mnie zachowanie się plastikowej, czarnej obudowy na Słońcu. Upał powoduje, że w konfiguracji z soczewką Barlowa praktycznie nie da się ustawić ostrości. Po prostu tubus okularu chodzi skokowo. Pozostaje jeszcze przygotować jakieś wydruki dla dzieciaków, które będą musiały odczytać. Jeszcze dla przypomnienia linki: angielska strona projektu oraz polskie materiały na EuHou.
Prosty model silnika elektrycznego w/g recepty [pdf] z EuHou: wszystko działa bez zarzutu, nic dodać nic ująć. Bawiliśmy się modelem silnika nr. 3. Wszystko dokładnie tak, jak w pdf'ie.

wtorek, 21 czerwca 2011

System at work ...

I:\pappert\blendedlearning\RSA\RSAIndeks.htm
Dla przypomnienia, tak rzecze Robinson Ken:
Co zatem mamy (uwaga! podane przykłady choć screeny odnoszą się do konkretnych placówek są wyłącznie ilustracjami. Wybrałem je w oparciu o pobieżny ogląd, jaki miałem w sieci nie wgłębiając się specjalnie w ich charakter) :
1. Poziom pierwszy:
Powyższy filmik pochodzi ze strony Dwujęzycznej Szkoły Podstawowej "Atut" z Wrocławia. Warto zwrócić uwagę na wartości, na które kładzie się nacisk w procesie kształcenia i wychowania. Chociaż placówka rzecz jasna realizuje ministerialną podstawę programową, bynajmniej się tym specjalnie nie chwali. Ot tak, proforma, napomykają o tym. Chwalą się natomiast zgodnością nauczania ze standardami IBO. Wysokość czesnego sprawdźcie sobie sami.
Nacisk na: kreatywność, umiejętność pracy w zespole, dociekliwość, kluczową rolę odgrywają międzynarodowe standardy.
2. Poziom drugi:

Tutaj na myśl przychodzi mi jedna ze szkół, które znalazłem na mapie Szkół Odkrywania Talentów. Na powyższym screenie widać to, czym się chwalą. Czesne w granicach sześćset parędziesiąt złotych miesięcznie.
3. Poziom trzeci: publiczne placówki "z aspiracjami", o dobrej, lokalnej reputacji. Głównym punktem odniesienia jest podstawa programowa oraz średnia ocen. Nauczyciele starają się jak najlepiej wywiązywać ze swoich obowiązków - rozumieją je jednak jako realizację programu. Mało jest postaw indywidualistycznych czy prób realizacji programów autorskich. Nawet świetny, renomowany projekt edukacyjny może w tych placówkach "polec" o ile nie jest zatwierdzony przez kuratorium lub ministerstwo. Występują pozory partnerskich relacji z rodzicami, choć szkoła stara się być przyjazną. Dla dzieci o uzdolnieniach odbiegających od przeciętnej taka szkoła może być środowiskiem toksycznym. Ze względu na niż demograficzny tendencje do utrzymania klas na jak najwyższym liczbowo poziomie rzędu 25-29 uczniów "na wszelki wypadek".
4. Poziom czwarty: szara strefa. Większość polskich szkół publicznych. Brak jakichkolwiek obiektywnych mechanizmów ewaluacji uniemożliwia ich jednoznaczną ocenę. Jeżeli ktoś się jednak ze mną nie zgadza i wierzy że ewaluacja w publicznym szkolnictwie istnieje, polecam tekst o tym, jak ona wygląda znaleziony na blogu prof. Bogusława Śliwerskiego. Są rzecz jasna w takich szkołach nauczyciele-pasjonaci, realizujący świetne programy. Najczęściej jednak spotykają się oni z reakcją dyrekcji typu: "dajemy Panu/Pani pełną swobodę i zero środków". Oczywiście liczy się przede wszystkim realizacja podstawy programowej oraz średnia ocen na egzaminach.
5. Poziom piąty: patologia. Szkoły z niedouczoną, zakompleksioną kadrą stosującą anachroniczne metody wychowawcze. Toksyczne środowisko zarówno dla uczniów jak i młodych nauczycieli, którym przyjdzie w takiej placówce pracować. Prędzej czy później zdemoralizują się, wypalą, najczęściej zaś jedno i drugie.
Pozostają jeszcze: różne typy edukacji nieformalnej oraz edukacja domowa. Tutaj jednak ciężko jest o próbę jakichkolwiek uogólnień. Zbyt różnorodne są bowiem te środowiska.
Na koniec mam jeszcze krótki film:
Oglądając go, zastanawiam się jaki typ szkoły mógł skończyć ten całkiem sympatyczny, młody człowiek. Nie mam tu na myśli jego wykształcenia lecz raczej klimat w którym się to kształcenie odbywało, rozwijanie aspiracji, marzeń czy ambicji. Jego bohater potrafi ciężko pracować i przynajmniej dla mnie jest jak najbardziej sympatyczną postacią. Kto wie, być może mówią już w pracy do niego "Panie Kierowniku?"

sobota, 18 czerwca 2011

Chciałoby się wielkich rzeczy ...

Zdolności, zainteresowania, możliwości poszczególnych uczniów są różne. Różnym dzieciom potrzebne są różne drogi edukacyjne. Misją szkoły jest pomoc wszystkim dzieciom w rozwoju ich talentów i umiejętności." - pisze minister Katarzyna Hall na stronie internetowej Roku Odkrywania Talentów 2010/2011. Jak realizacja tej misji wypada w praktyce? Przyglądam się właśnie mapie zawierającej szkoły, które otrzymały tytuł Odkrywców Talentów:

Aby się znaleźć na tej mapie, szkoła powinna była spełnić kryteria wyszczególnione w regulaminie: Pozwoliłem tu sobie wkleić jego najbardziej istotną część, warto przeczytać jednak ten dokument w całości. Pozostaje pogratulować tym wszystkim pedagogom-pasjonatom, których wysiłek został doceniony. Osobne gratulacje należą się dyrektorom wyróżnionych szkół - to oni mają ogromny wpływ na warunki w jakich przychodzi pracować ich kadrze. Niepokoi mnie jednak trochę fakt, co z pozostałymi szkołami? Uwzględniając bowiem, że w przeciętnym kilkudziesięciotysięcznym mieście potrafi być około 30 podstawówek, 20 gimnazjów o pozostałych typach szkół już nie wspominając, trochę mnie zastanawia fakt, że największa liczba na mapie to 135 w skali województwa. Czemu tak mało? Szukając odpowiedzi zaglądam sobie na blog profesora Bogusława Śliwerskiego. Zachęcam was do tego samego, tu tylko zacytuję jeden ze znalezionych tam "smaczków" dotyczący badań prof. Haliny Sowińskiej:
"W świetle wyników przeprowadzonych w ponad stu szkołach badań nad ich przestrzenią edukacyjną okazało się, że jest ona kulturowo i duchowo uboga, brakuje w niej troski o wizję dziecka. Jak relacjonowała to poznańska profesor - nauczyciele wczesnej edukacji kierują się w wyborze programów i podręczników szkolnych rutyną lub względami materialnymi. Od 11 lat realizują te same programy, nie modyfikują ich nawet. Z badań poznańskiej pedagog wynika, że ponad 50% dzieci ma poczucie, że nauczyciel nie akceptuje ich prawa do odmiennego pglądu, zaś 20% jest publicznie poniżanych przez swoją wychowawczynię. Jakie zatem preferowane są przez nayczycielki wczesnej edukacji style kierowania klasą szkolną? Niestety, przeważają te najbardziej niekorzystne dla rozwoju dzieci, a więc styl niekonsekwentny (35%) i życzliwie autokratyczny (35%). Styl partnersko-wyzwalający stosuje 16% nauczycielek. Jak dodamy, że styl restrykcyjne przejawia 14% wychowawców, to nie ma się co dziwić temu, że szkoła staje się środowiskiem blokującym lub opóźniającym rozwój dziecka. Naturalność i zaangażowanie przejawia ono zatem poza szkołą."
Cytat pochodzi on z tekstu poświęconego debacie na temat edukacji wczesnoszkolnej której organizatorem była Katedra Wczesnej Edukacji w Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim w Olsztynie. Jak to wygląda na innych szczeblach edukacji? Najlepiej poszukajcie sobie sami. Tutaj opiszę tylko jedną ciekawostkę z własnego podwórka. Na początku tego roku szkolnego w jednym ze znajomych gimnazjum przekazaliśmy dyrekcji informacje umożliwiające: uatrakcyjnienie zajęć z nauk przyrodniczych (wprowadzenie eksperymentów opracowanych w sieci Klubów Młodych Odkrywców) oraz podniesienie kwalifikacji nauczycieli poprzez możliwość udziału w ciekawych szkoleniach których koordynatorem jest EuHou. Rzecz jasna, zostaliśmy wysłuchani życzliwie i z uwagą. Rzecz jasna, efekty owego wysłuchania były żadne, choć zwróciliśmy uwagę, że przy odpowiedniej organizacji proponowanych przez nas projektów ich koszt jest niewielki:) Chyba zapomnieliśmy wspomnieć, że to co proponujemy jest rekomendowane przez MEN. Szkoła, z której dyrekcją rozmawialiśmy nie jest zła. Posiada swoją tradycję i jest postrzegana w środowisku lokalnym jako jedna z lepszych. Może być nawet postrzegana jako pewien model, choć do sąsiedniej placówki która znalazła się na powyższej mapie jednak jej trochę brakuje. A jak wygląda sytuacja w szkołach ewidentnie złych?
No dobra, znów się rozpisałem. Przy okazji, śledząc komentarze towarzyszące tekstom na blogu prof. Śliwerskiego trafiłem na blog Głos rodzica (i byłego nauczyciela, Wiesława Mariańskiego). Polecam szczególnie teksty Szkoła w okopach. Każdemu rodzicowi powinny one dać nieco do myślenia.

piątek, 17 czerwca 2011

Władca mrówek

I:\pappert\przyroda\Przyrodaindeks.htm
Na film poświęcony Edwardowi Osborne Wilsonowi trafiłem przypadkiem. Po prostu przeglądałem należący do PBS serwis NOVA, ten sam który jest jednym z partnerów projektu WorldWide Telescope Ambassadors. Przykładem może być ta strona, zawierająca materiały powiązane z seansem Pył i my. Wracając jednak do filmu - znalazłem w nim wzmiankę o projekcie Encyclopedia of Life. Myślę, że ze względu na skalę przedsięwzięcia warto o nim wiedzieć. Poniżej zamieszczam jedną z poświęconych mu prezentacji:
Jest ona przewodnikiem po zasobach EOL. Pochodzi ona ze strony EOL Learning + Education.
Na koniec jeszcze - materiały korespondujące z tym postem są oznaczone na tym blogu etykietą HandsOnLife. I to by było chyba na dziś tyle.